
Misja w Maganzo
Dwa razy w roku odwiedzam Maganzo, małą miejscowość położoną w północnej Tanzanii, około 5 godzin jazdy od Jeziora Wiktoria. Znajduje się tam misja sióstr Elżbietanek.Misja powstała w 2011 roku. Zaczęło się od budowy Centrum Medycznego im. Św. Ojca Pio. Na początku powstała porodówka, by pomóc kobietom, które rodzą dzieci w domu, a w razie komplikacji nie mają żadnej pomocy. Przez lata Centrum się rozbudowywało. Dziś jest to szpital - San Pio Hospital. Na moich oczach powstawały oddział dziecięcy, kobiecy i męski. Jest też neonatologia, jedyna w całym regionie, poradnie stomatologiczna i okulistyczna, a także zakład radiologii wyposażony w aparat rentgenowski i USG oraz laboratorium, gdzie można wykonać takie badania jak: grupa krwi, morfologia, hormony tarczycy, wykonać diagnostykę anemii sierpowatej, czy chorób zakaźnych.
Dla nas Europejczyków, to brzmi skromnie. Jesteśmy przyzwyczajeni do skomplikowanego sprzętu, aparatury diagnostycznej, robotów na sali operacyjnej. W Afryce trzeba mieć ręce, oczy, stetoskop i otwarty umysł. Pracuję jako wolontariuszka. Nocleg i wyżywienie zapewniają mi siostry zakonne.
W San Pio Hospital, razem z kolegą anestezjologiem próbujemy pomóc małym mieszkańcom tego regionu. Nikt w okolicy nie operuje dzieci i niekiedy nasz przyjazd jest jedyną okazją by wykonać korektę wady wrodzonej, czy pomóc dzieciom po oparzeniach lub wypadkach.
Operuję dzieci małe. Ostatnio operowałam miesięcznego chłopca, choć częściej są to niemowlęta lub kilkuletnie dzieciaczki. Operuje też nastolatków i coraz częściej dorosłych.
Jak ktoś mi się zapyta: jaki jest plan operacyjny? Odpowiem: w Afryce nie można niczego zaplanować. Podczas pierwszych wyjazdów nie mogłam się do tego przyzwyczaić. Teraz przyjmuję, że tak jest. Nie zawsze wiem, kogo i z jakiego powodu będę operowała jutro, a pojutrze na pewno nie wiem, jakie wyzwanie mnie czeka. Zdarza się, że pacjent ucieknie, bo się wystraszy lub głowa rodziny zmieni zdanie w sprawie zabiegu. Czasem szkoda, nigdy nie rozumiem, ale zawsze akceptuję.
W Tanzanii spotykam wady wrodzone u dzieci, których nigdy w życiu nie widziałam. Dzieci te często są ukrywane, a jeśli chodzą do szkoły, są wyzywane, wyśmiewane. Operując je nie tylko przywracamy im sprawność, estetyczny wygląd, zdrowie, ale zmieniamy ich życie.
Czasem zabieg, który wymaga godzinę mojej pracy, całkowicie zmienia życie innych. Ostatnio operowałam nastolatka, który z powodu dodatkowego palca nie chodził do szkoły, a po operacji wrócił do nauki i zaczął się uśmiechać. Inny chłopiec z powodu wady twarzy nie mył zębów i miał je naprawdę bardzo brudne. Bał się je dotykać, dodatkowo rodzaj wady częściowo mu uniemożliwiał mycie. Dzień po operacji dostał szczoteczkę i z radością szorował zęby.
Miałam okazję operować wady: twarzy (rozszczepy wargi i podniebienia, szczelinę skośną twarzy, macrostomię, niedomykające się powieki i inne), rąk, stóp, przepukliny, wady układu moczowo-płciowego. Były też dzieciaczki, którym w miejscowych warunkach nie mogłam pomóc… To strasznie smutne.
Jestem szczęśliwa, że mogę uczestniczyć w dziele misyjnym sióstr Elżbietanek. Ich ciężka praca pełna jest małych cudów. Pomagają chorym, cierpiącym. Dokarmiają dzieci z biednych domów. Edukują od przedszkolaka przez starszaka po osoby dorosłe.
Chcesz wiedzieć więcej o Misji Sióstr Elżbietanek odwiedź stronę internetową San Pio Hospital.
O początkach misji przeczytasz na stronie Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek
Polub stronę San Pio Hospital na Facebooku
Sledź profil San Pio Hospital na Instagramie







































